Nie jestem jakimś "patolem", nie piję, nie palę, bo uważam to za debilizm i chęć pokazania się od "dorosłej" strony, która jest de facto żałosna. Nie mówię oczywiście, że niechodzenie do szkoły nie jest żałosne, bo jest. Ale z drugiej strony nie wszystkie moje nieobecności to problem z wstaniem/niechcenie.
Witam,mam 15 lat.W wieku 13 dostałem kuratora ze demoralizacje-niechodzenie do szkoły,nie zdałem z 1 do 2 gimnazjum,ale drugi rok już zdałem,lecz po miesiącu przepisałem się do OHP .Tam obecność w szkole mam lecz miałem problem ze nie chodziłem na praktyki,lecz z tym tez się już poprawiłem,ale w międzyczasie nawywijałem wiele
Nasz Ośrodek bierze udział w społecznej akcji ogłoszonej przez Lidl: Szkoła Pełna Talentów. – Jak można zdobyć „Talenciaka”? Trzeba w Lidlu zrobić za 50 zł zakupy zawierające owoc lub warzywo i odebrać punkt w postaci kuponu. Można go przynieść do szkoły i z każdym nauczycielem wrzucić do specjalnie oznaczonego pudełka.
5. Zrezygnowano z kryterium wieku w organizacji grup wychowawczych. 6. Przewidziano możliwość zapewnienia wychowankom łóżek piętrowych, a nie tylko jednoosobowych. 7. Arkusz organizacji placówki będzie opracowywany i zatwierdzany w tych samych terminach, jakie przewidziano dla arkuszu organizacji szkoły.
1. O skierowaniu nieletniego do ośrodka zawiadamia się: 1) sąd rodzinny; 2) ośrodek, do którego nieletni został skierowany; 3) ośrodek albo schronisko dla nieletnich, rodzinę zastępczą zawodową, młodzieżowy ośrodek wychowawczy lub zakład leczniczy, w których nieletni przebywa. 2.
– dyrektor tej placówki może, pomimo przekroczenia dopuszczalnej liczby dzieci w placówce, za zezwoleniem wojewody, przyjąć kolejne dziecko. 4. W placówce opiekuńczo-wychowawczej typu rodzinnego można umieścić, w tym samym czasie, łącznie nie więcej niż 8 dzieci, osób, które osiągnęły pełnoletność przebywając w pieczy
Jak napisać wniosek do sądu o umieszczenie dziecka MOW? Do ośrodka wychowawczego kieruje się dzieci i młodzież przejawiające objawy demoralizacji. Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy wykorzystuje bowiem specjalne metody pracy i wychowania oraz organizacji nauki po to, aby wyeliminować przyczyny i objawy niedostosowania społecznego. Celem pobytu w takim ośrodku jest zadbanie o to, aby
Ośrodki wychowawcze i terapeutyczne dla uczniów w Polsce. Publiczne i niepubliczne ośrodki wychowawcze i terapeutyczne podzielone na województwa, miasta i miejscowości.
Zezwolenie dyrektora ośmioletniej szkoły podstawowej, w której obwodzie mieszka kandydat, na spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą - kopia kart przekazania ucznia do szkoły w innym obwodzie. Ośrodek Szkolenia i Wychowania Ochotniczych Hufców Pracy w Mysłakowicach. Kierownik - Anetta Kurczyńska ul. Jeleniogórska 20, 58-533
Pomocy.. szkoła, kuratorka, ośrodek.. Dzisiaj mama mi napisała że przyjdzie kuratorka z p.pedagog. I zabiorą mnie do ośrodka za to że nie chodzę do szkoły.
ZKiQa.
Witam Od kilku lat choruje na depresje , a teraz doszła tensknota za synem. Zaczęło się w grudniu zaraz po świętach ,rano o ósmej do mieszkania wtargnęła policja i po ostrej batali ze mną zabrała go do ośrodka wychowawczego we Włocławku. Trafił tam za niechodzenie do szkoły ponieważ często chorował ale moje tłumaczenia nic nie się zaczął ,a ja cierpię wiedząc iż syn jest tam gnębiony ponieważ jest najmłodszy 13 lat. Czuję się bezradna , nie potrafię żyć bez niego,nic mnie nie cieszy siedzę tylko i przeglądam zdjęcia. Nerwy i moje łzy dokonują zniszczenia a ja jak zabi snuje się z dnia na
Katalog Lidia PolewkaLekcja wychowawcza, Artykuły"Boję się nie chodzić do szkoły" - opis i analiza przypadku rozpoznawania i rozwiązywania problemu wychowawczego Boję się nie chodzić do szkoły Opis i analiza przypadku rozpoznania i rozwiązywania problemu wychowawczego. Absencja ucznia a niepowodzenia w nauce I. IDENTYFIKACJA PROBLEMU: 1. Nieobecność ucznia na lekcjach to przyczyna wielu problemów: braki w opanowaniu podstawowych umiejętności, niechęć do nauki, niedostateczne oceny, ryzyko nieklasyfikowania lub nieotrzymania promocji do klasy następnej, zanikanie więzi rówieśniczych, możliwość działania w grupach nieformalnych, podejmowanie zachowań ryzykownych (alkoholizm, narkomania, palenie papierosów, przedwczesna aktywność seksualna) czy wreszcie ogólna apatia - brak perspektyw życiowych. 2. Ania jest uczennicą pierwszej klasy gimnazjum. Pochodzi z rodziny rozbitej, ma młodszą siostrę i starszego brata. Warunki materialne rodziny są nie najlepsze. Rodzice żyją w separacji, ojciec alkoholik nie łoży na utrzymanie dzieci. Matka nie pracuje, od kilku miesięcy mieszka wraz z dziećmi u konkubenta. Nie radzi sobie z problemami wychowawczymi, ma ograniczone prawa rodzicielskie. Ania nie akceptuje przyjaciela mamy, nie ma z nim dobrego kontaktu. 3. Wychowawczynią dziewczynki jestem od września 2002 roku (klasa I). Już na początku roku szkolnego zauważyłam, że dziecko nie lubi chodzić do szkoły. Początkowo spotkania z matką odbywały się tylko na moją prośbę. Gdy w październiku uczennica opuściła 46 godzin, pojawiło się wiele cząstkowych ocen niedostatecznych. W tym też czasie dowiedziałam się, że w klasie miały miejsce kradzieże podręczników szkolnych z plecaków uczniów. II GENEZA I DYNAMIKA ZJAWISKA: Z informacji przekazanych przez pedagoga szkoły podstawowej dowiedziałam się, że nieobecności Ani na lekcjach już wtedy nie należały do rzadkości. W klasie szóstej opuściła aż 210 godzin lekcyjnych. Z rozmów z matką wynikało, że nie radzi sobie ona z wypełnianiem obowiązku szkolnego przez córkę, stąd też wspomaga ją kurator społeczny. Poprzez rozmowy próbowałam uświadomić matce, jak istotne jest chodzenie Ani do szkoły i jak ważna jest jej w tym rola. Kiedy liczba opuszczonych przez dziecko godzin wciąż rosła, podjęłam działania zapobiegawcze. Nawiązałam ścisły kontakt z pedagogiem szkolnym i panią kurator. Zależało mi na tym, by nie dopuścić do nieklasyfikowania Ani z kilku przedmiotów. Po raz kolejny poinformowałam matkę o istniejących zagrożeniach. Tym razem otworzyła się na współpracę. Zrozumiała, że bardzo zależy mi na Ani, jest bowiem dziewczynką niezwykle wrażliwą i powtarzanie klasy zniechęciłoby ją do szkoły w zupełności. Coraz lepszy kontakt z matką pozwolił mi wynegocjować ustalenia, że Ania spróbuje nadrobić chociaż niektóre braki w nauce. Wspólnie z pedagogiem szkolnym omówiłyśmy sposób przygotowania do lekcji, konieczność odrabiania zadań domowych. Konsultacje z nauczycielami przedmiotów doprowadziły do tego, że zgodzili się oni, aby Ania opanowała najważniejsze wiadomości i umiejętności, przynajmniej na ocenę dopuszczającą. W tym jednak czasie pogorszyły się kontakty Ani z konkubentem matki. Wcześniej w indywidualnych rozmowach zwierzała mi się, że nie lubi tego człowieka za to, że odnosi się do niej i jej rodzeństwa z pogardą, traktuje w sposób despotyczny. Teraz utwierdziła się w swej niechęci - jednego dnia pobił on dotkliwie matkę. Dowiedziałam się o tym dwa dni później, Ania prosiła jednak o dyskrecję. Zauważyłam jednak, że dziewczynka jakby mniej spóźniała się na lekcje, rzadziej też je opuszczała. Często i chętnie przychodziła do mnie na przerwach lub po skończonych lekcjach i opowiadała o sobie - poczuciu krzywdy w domu, kłopotach finansowych matki i, co było dla niej pocieszające, decyzji matki o ewentualnym rozstaniu się z konkubentem. Miesiąc przed zakończeniem I półrocza Ania była zagrożona oceną niedostateczną z ośmiu na czternaście przedmiotów. Matka przyjęła do wiadomości informację, zapewniając, że w II semestrze do takiej sytuacji nie dojdzie, gdyż postara się przynajmniej wyposażyć dziecko w podręczniki. Do tej pory Ania ich nie posiadała. Jak się później dowiedziałam, to ona kradła dzieciom książki. Sprawę kradzieży zawsze udało się rozstrzygnąć na korzyść poszkodowanego, dziewczynka przyznawała się do winy. Tymczasem poprosiłam klasę, by ułatwiła koleżance przygotowanie do klasyfikacji semestralnej. Dzieci pożyczały jej podręczniki, pomagały w nauce, co sprawiło, że Ania na koniec półrocza miała tylko jedną ocenę niedostateczną - z matematyki. Cieszyło mnie jednak najbardziej, że na lekcjach rzadko jej brakowało. W jednej z kolejnych ze mną rozmów wyznała, że chodzi do szkoły bardziej ze strachu przed karą (pobiciem) ze strony przyjaciela matki niż z obowiązku. W kolejnej rozmowie z matką usłyszałam, że konkubent rzeczywiście karze dzieci (ogranicza wyjścia na podwórko, nie pozwala spotykać się w tygodniu z rówieśnikami, używa przemocy fizycznej). Kobieta prosiła mnie, bym nie telefonowała do domu w sprawie nieobecności w szkole czy innych problemów wychowawczych z Anią, gdyż chce uchronić dziecko przed karą konkubenta. W ciągu najbliższego miesiąca przychodziła na każde moje ustne lub pisemne wezwanie, w tajemnicy przed swoim partnerem. Wkrótce jednak zauważyłam, że uczennica wykorzystuje tę sytuację i częściej opuszcza zajęcia szkolne. Tym razem postanowiłam wspólnie z pedagogiem szkolnym udać się do domu dziecka. Chciałam poznać nastroje dorosłych, szczególnie stanowisko matki co do postawy swego konkubenta względem Ani. Zrozumiałam, że kobieta ta jest zastraszona, bo zależna od konkubenta, bowiem to on zapewnia rodzinie "dach nad głową" i częściowo utrzymuje. Jasno przedstawił też swoje oczekiwania względem dzieci, a dotyczyły one szczególnie rzetelnego wypełniania przez nie obowiązku szkolnego. Dotąd matka nie stawiała przed dziećmi tak rygorystycznych (w ich mniemaniu) wymagań. W związku z tym dla Ani była to nowa sytuacja, z którą nie potrafiła się pogodzić, stąd też między innymi jej bunt i niechęć do konkubenta matki. Teraz byłam przekonana, że Ani potrzebna jest pomoc psychologiczna, a przede wszystkim uświadomienie, że narzędziem pokonywania swoich słabości musi być niekiedy dyscyplina. Wiedziałam, że przekonać dziewczynkę do słuszności wymagań obcego w końcu dla niej człowieka nie będzie łatwo. Starałam się stworzyć w klasie taką atmosferą, by Ania czuła się dobrze, była potrzebna w grupie i odnosiła sukcesy na swoją miarę. III ZNACZENIE PROBLEMU: Odwołując się do własnych doświadczeń i wielu znanych tego typu przypadków, także opisanych w literaturze, mogę stwierdzić, że opuszczanie i nieusprawiedliwianie godzin lekcyjnych, liczne zaległości w opanowaniu materiału, izolacja od rówieśników, brak skutecznej kontroli ze strony matki może spowodować w przypadku Ani obniżenie jej oceny z zachowania, nieklasyfikowanie uczennicy z kilku przedmiotów, względnie nieotrzymanie promocji, a co za tym idzie konieczność powtarzania pierwszej klasy gimnazjum. Ponadto zła atmosfera w domu rodzinnym może doprowadzić do załamania psychicznego dziecka i w najgorszym wypadku ucieczki z domu, co zauważyła także pani kurator. IV PROGNOZY: Prognoza negatywna (w przypadku zaniechania oddziaływań): Uczennica otrzyma ocenę naganną z zachowania, nie otrzyma promocji do klasy następnej, nie opanuje odpowiedniego zakresu wiadomości, nie posiądzie umiejętności niezbędnych do funkcjonowania na wyższym szczeblu edukacji, zniechęci się do realizacji obowiązku szkolnego. Nastąpi niewłaściwy proces socjalizacji dziecka, które zamiast integrować się z klasą i nawiązywać rówieśnicze przyjaźnie, może wejść do grup nieformalnych. Stanie się ofiarą nałogów: nikotynizmu, alkoholizmu, narkomanii, a nawet popadnie w konflikt z prawem. Palenie papierosów i drobne kradzieże były już wcześniej udziałem dziewczynki. Ponadto niezadowolenie matki i kary jej konkubenta mogą zrodzić agresję i niechęć dziecka do domu rodzinnego. Prognoza pozytywna (w przypadku wdrożenia oddziaływań): Uczennica będzie systematycznie uczęszczała na zajęcia lekcyjne, nadrobi zaległości przy pomocy nauczycieli i kolegów, ukończy klasę pierwszą gimnazjum bez opóźnienia, przekona się do racji domu rodzinnego, będzie mogła rozwijać swoje zainteresowania, nawiąże właściwe kontakty społeczne i przyjaźnie, a także wyrobi sobie właściwy system wartości oparty na zasadach tolerancji, szacunku i życzliwości do innych ludzi. Tym samym nabierze wiary we własne możliwości. V PROPOZYCJE ROZWIĄZANIA: Moim celem jest doprowadzenie do takiej sytuacji, aby: - uczennica systematycznie uczęszczała na lekcje, - wszystkie ewentualne nieobecności były usprawiedliwione przez matkę z podaniem konkretnego powodu absencji - uczennica zrozumiała, że chodzenie do szkoły to jej obowiązek - miała świadomość popełnianych błędów - przekonała się do słusznych racji osób dorosłych - próbowała zaakceptować sytuację rodzinną - uwierzyła, że ma swoje miejsce w klasie i jest tu potrzebna - próba nakłonienia konkubenta matki do zaprzestania przemocy fizycznej. Aby te cele osiągnąć, wyznaczyłam sobie następujące zadania: * naprawcze (terapeutyczne) - rozmowy z uczennicą - uświadomienie problemu i wynikających z niego zagrożeń, - indywidualna praca z dzieckiem, np.: rozmowy na przerwach i po lekcjach na temat drobnych nawet osiągnięć i sukcesów, zachęcania do dalszych przedsięwzięć, - zorganizowanie pomocy koleżeńskiej w nauce, - wyznaczenie opiekuna klasowego i powiernika Ani, - interwencje pomocnicze nauczycieli, - systematyczny kontakt z pedagogiem szkolnym, - konsultacje z matką i panią kurator. * zapobiegawcze (profilaktyczne): - rozmowa z uczniami klasy - stworzenie atmosfery przyjaznej dla Ani, - powierzanie do wykonania zadań na rzecz klasy i szkoły, np. roli w prezentacji Austrii jako kraju Unii Europejskiej (Święto Szkoły), wiosenne porządki klasowe, przygotowanie potrawy na Wigilię klasową, dekoracja stołu wigilijnego itp. - umacnianie wiary uczennicy w słuszność obranego postępowania i we własne możliwości poprzez zapis w zeszycie klasowym: "Podoba mi się Twoje zachowanie", - budowanie przekonania o niepowtarzalności Ani i chęci walki ze swoimi słabościami (palenie papierosów, niechodzenie do szkoły), - zmobilizowanie klasy do nagradzania Ani drobnymi upominkami za każdy jej sukces. VI WDRAŻANIE ODDZIAŁYWAŃ: Z chwilą gdy zauważyłam liczne nieobecności Ani w szkole, przystąpiłam do wdrażania oddziaływań. Miały one różnorodny charakter. Lp. Przebieg oddziaływań Skutki działań 1. Rozmowy z uczennicą - informacje o przyczynach nieobecności w szkole - poznawanie sytuacji rodzinnej - budowanie poczucia odpowiedzialności dziecka - wspólne poszukiwania rozwiązań 2. Nawiązanie kontaktu z pedagogiem szkolnym - indywidualne spotkania z uczennicą - systematyczny kontakt z kuratorem - spotkania z matką - zgłoszenie problemu wagarów policji 3. Spotkania z matką (zebrania klasowe i konsultacje) - informacje o sytuacji rodzinnej - ścisła współpraca ze szkołą - obustronna chęć skutecznej pomocy - konsekwencja wobec córki (kontrola zeszytu obecności) 4. Wizyta w szkole podstawowej - poznanie genezy problemu 5. Współpraca z nauczycielami przedmiotów - indywidualna opieka - stworzenie szansy uzupełnienia zaległości w nauce 6. Zorganizowanie pomocy koleżeńskiej - pomoc w nauce: język angielski, matematyka, historia, geografia, fizyka, chemia - wyznaczenie opiekuna klasowego - pożyczanie podręczników 7. Systematyczny kontakt z kuratorem (telefoniczny i osobisty) - dogłębne poznanie motywów działania dziecka - potwierdzenie informacji o przemocy konkubenta wobec matki i dzieci - wspólne poszukiwanie rozwiązań dla dobra dziecka 8. Wizyta w domu rodzinnym - nawiązanie otwartej współpracy ze szkołą - próba przekonania konkubenta o zaniechaniu przemocy wobec dzieci - poznanie przyczyn decyzji matki o zamieszkaniu u konkubenta Szczególnie owocne wydały mi się rozmowy indywidualne z uczennicą. Przychodziła do mnie z każdą trudną dla niej sprawą czy to szkolną czy to domową. Spotykałyśmy się zazwyczaj po lekcjach, by czas nie ograniczał naszych rozmów. Dziewczynka mówiła o wszystkim, z czym nie mogła sobie poradzić. Na początku naszych spotkań zauważyłam, że ma poczucie krzywdy wtedy, gdy konkubent matki wymaga od niej np. chodzenia do szkoły. Łamiąc ten nakaz, była karana, co budziło w niej ogromną niechęć do tego człowieka. Taka reakcja wynikała zapewne z postawy matki, która nie przygotowała dzieci do nowej sytuacji (zamieszkanie u konkubenta), lecz postawiła je w sytuacji bez wyjścia. Starałam się, aby Ania zrozumiała potrzebę chodzenia do szkoły i nabywania umiejętności, gdyż w przyszłości może się usamodzielnić, podjąć pracę zgodnie z wykształceniem i zainteresowaniami. Był to cel dalekosiężny. Natomiast doraźnie chodzenie do szkoły dla Ani to także uniknięcie kar w domu. Cieszyłam się, że dziewczynka chętnie podejmowała wszelkie inicjatywy pracy społecznej, udzielała się w klasie, wiedziałam, że ma do mnie zaufanie. Zapewne te relacje ułatwiała też życzliwa atmosfera, jaką stwarzali uczniowie.. VII EFEKTY ODDZIAŁYWAŃ: Działania podjęte przeze mnie przyniosły efekt pozytywny. Ania chodziła do szkoły, zbliżyła się do klasy, miała tu swoje przyjaźnie, odpłacała to wdzięcznością. Uczęszczała na zajęcia dodatkowe z matematyki i w chwili obecnej wszystko wskazuje na to, że otrzyma promocję do klasy drugiej. Matka zrozumiała, że nie może ukrywać niepowodzeń szkolnych dzieci przed swoim partnerem, skoro zdecydowała się na wspólne z nim życie, musi też być konsekwentna. Nie udało mi się doprowadzić do takiej sytuacji, aby Ania przekonała się do konkubenta matki. Wypełniała swoje obowiązki w miarę dobrze, lecz to tylko w obawie przed karą, a nie dla satysfakcji tego człowieka. Nietrudno zrozumieć emocje dziecka w takiej sytuacji. Znalazła za to inne pozytywne dla niej motywy realizowania obowiązku szkolnego. Wprowadzony przeze mnie program okazał się skuteczny i doprowadził do uzyskania efektów wynikających z prognozy pozytywnej. Warto dodać, że wymaga to ogromnej ilości czasu, który należy poświęcić dziecku i wszystkim osobom, które mają wpływ na losy uczennicy z problemami wynikającymi nie tylko z jej niechęci do szkoły czy lenistwa. Mam wrażenie, że umiem rozmawiać z uczniami, wzbudzam ich zaufanie, z szacunkiem odnoszę się do rodziców i staram się te zalety wykorzystywać w swojej pracy z pożytkiem dla uczniów. Tym samym daję świadectwo prawdzie, że szkoła może być przyjazna dla uczniów. Na koniec pozwolę sobie podzielić się refleksją na temat szczęścia w rodzinie. "Mieć taki dom" to temat konkursu literackiego swego czasu rozpisanego przez Kuratorium Oświaty w Katowicach. Moje dzieci pisały różne prace, powstało ich wiele, ale przesłanie jednej zapamiętam szczególnie. "Rodzina to uśmiech i schronienie, miłość i przebaczenie", a gdy tego zabraknie, nie można liczyć na magiczną moc domu rodzinnego. Opracowanie: Lidia Polewka Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.
Kiedy dowiedzieliśmy się o kontrakcie na Karaibach mojego męża Tomka, od razu padło pytanie: co ze szkołą Michała, który w tym roku rozpoczął naukę w pierwszej klasie? Możliwości były dwie, z czego jedną od razu wykluczyliśmy. Pierwszą z nich było zapisanie Miśka do szkoły na Gwadelupie, drugą edukacja domowa. Lokalna szkoła odpadała. Michał nie rozumie ani słowa po francusku. Nie potrafi też się komunikować sprawnie po angielsku. Uznaliśmy, że pół roku to za krótki okres czasu, by mógł swobodnie i bez stresu w takich lekcjach uczestniczyć. Pół roku to też dobry czas, byśmy mogli zmierzyć się z nauczaniem domowym. O wyjeździe na Karaiby dowiedzieliśmy się w połowie sierpnia, a wyjazd zaplanowaliśmy na koniec października. Jak się okazało było to bardzo mało czasu, by móc dopełnić wszystkich formalności bezstresowo. Choć zważywszy na to jak wyglądały moje dialogi z pracownikami placówek pedagogicznych, żaden czas nie byłby odpowiedni. EDUKACJA DOMOWA – JAK ZACZĄĆ? 1. Najpierw udaliśmy się do szkoły podstawowej, do której zapisany był Michał i tam zgłosiliśmy dyrekcji chęć podjęcia nauki w systemie edukacji domowej. 2. Potem umówiliśmy się na badanie do poradni pedagogiczno – psychologicznej, żeby uzyskać opinię na temat dziecka. (my mieliśmy wymóg, aby była to poradnia, z którą szkoła ma podpisaną umowę). 3. W sekretariacie szkoły otrzymaliśmy potrzebne dokumenty do wypełnienia: – wniosek o zapisanie dziecka do szkoły (ten wypełnialiśmy przy zapisywaniu Michała do podstawówki) – wniosek o wyrażenie zgody na spełnienie obowiązku szkolnego poza szkołą – zobowiązanie rodziców do przystępowania do egzaminów klasyfikacyjnych na koniec semestru – oświadczenie o zapewnienie dziecku warunków umożliwiających realizację podstawy programowej 4. Komplet tych dokumentów wraz z opinią złożyliśmy w sekretariacie. 5. Otrzymaliśmy podręczniki i podstawę programową dla uczniów klas I-III 6. Pojechalismy na lotnisko 🙂 Tak to wygląda w teorii. W praktyce mieliśmy sporo problemów, a największy z poradnią, która kompletnie nie wiedziała jak podejść do tematu. Wiedząc, że dziecko ma przed sobą wyjazd z powodu pracy rodziców i edukacja domowa jest koniecznością, wystawiono nam opinię, w której pani psycholog zaleca zajęcia wyrównawcze zorganizowane przez szkołę w czasie, w którym Michaś byłby na Gwadelupie. Dodatkowo zajęcia wyrównawcze pani psycholog zaleciła na podstawie badania pierwszoklasisty, który do szkoły pochodził raptem przez 2 tygodnie. Może się mylę, może jestem zwyczajnie niedoinformowaną matką. Z drugiej strony, gdyby poradnia zrobiła wszystko jak nalezy, dyrektorka szkoły podstawowej nie musiałaby się głowić nad tym czy może nam wydać zgodę czy też nie. Jako, że mieliśmy kilkadziesiąt godzin do wyjazdu, stwierdziliśmy, że odpuszczamy i najwyżej Michał powtórzy pierwszą klasę. Ostatecznie jednak dzięki uprzejmości dyrekcji wyruszyliśmy na lotnisko z podbitą zgodą na rozpoczęcie edukacji domowej. Tyle jeśli chodzi o formalności. Teraz przejdę do najprzyjemniejszej rzeczy czyli nauki i zabawy w jednym. Jak tylko dowiedzieliśmy się, że Michał będzie miał przerwę w szkole zaczęliśmy z nim rozmawiać. Tłumaczyliśmy mu czym jest edukacja domowa, chcieliśmy, żeby wiedział, że mimo, iż to mama i tata będa go uczyć, to jest to obowiązek i musi być systematyczny. Jeszcze w domu szukaliśmy zabawek, które ze sobą zabierzemy. Zwracaliśmy uwagę na to czym Michał się interesuje, w czym ma braki, czego robić nie cierpi, a w czym jest naprawdę uzdolniony. Bilans był mniej więcej taki, że nasz syn nie cierpi pisania ani wszelkich zajęć plastycznych. Uwielbia matematykę (o zgrozo) i te zadania matematyczne rozwiązuje z niebywałą łatwością. Ma problemy z dostrzeganiem różnic, na przykład pomiędzy kształtami (tu wszelkie działania z puzzlami, łamigłówki etc). Wiedzieliśmy, że z tym będziemy musieli powalczyć. Jest mega inteligentym, wciąż gadającym i zadającym pytania chłopcem. Aktualnie największą pasją jest ciało człowieka. Wciąż ogląda „Było sobie życie” i nas dorosłych zagina na każdym kroku swoją wiedzą. Tutaj na Karaibach ulubionym zajęciem jest oczywiście chodzenie na plażę, nurkowanie, pływanie i zabawy w piachu. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak te wszystkie aktywności przekładają się na jego postępy w nauce. Im więcej Michał pływa tym literki są ładniejsze. Taka zależność, a wszystko to nauka. Duża motoryka usprawnia małą motorykę. Żeby dziecko sprawnie posługiwało się rączką podczas pisania, malowania etc, najpierw musi poczuć swoje ciało. Ale ten temat wymaga bardziej obszernego potraktowania i napiszę ci o tym osobny post. Z Polski zabraliśmy ze sobą wydrukowaną podstawę programową. Podstawa ta, jak pisałam wcześniej jest dla dzieciaków w klasach I-III. To ważna informacja. Hamuje zapędy rodziców, by nie wymagać od dziecka zbyt wiele 🙂 Wzięliśmy ze sobą podręczniki i ćwiczenia oraz całą masę materiałów plastycznych i pomysłów na zabawy. Postanowiliśmy, że największy nacisk położymy na to, czego Michał nie lubi lub z czym sobie nie radzi, ale jednocześnie zrobimy to w formie zabawy, żeby Michała nie zniechęcić. Rączkę ćwiczymy rysując, lepiąc z plasteliny, malując farbami, budując zamki z piasku i tak dalej. Zobacz jak wyglądały jedne z ostatnich naszych lekcji w naszej mini domowej szkole na tarasie wśród palm 🙂 Tu pracowaliśmy z zestawem kreatywnym „Mozaika” od Janod. W pudełku znajdziesz kilka kart ze sztywnego kartonu. Karty są w kształtach piratów, skrzyni skarbów, mieczy. Dobrze się kojarzy na Karaibach. Na każdej karcie są maleńkie kwadraciki z numerami, a dziecko ma za zadanie wykleić te kwadraciki odpowiednimi, wypukłymi naklejkami. Zabawa idealna dla Michała, na ćwiczenie małej motoryki. Poradził sobie doskonale. Dla Marcina było to trudne zadanie, nie ma jeszcze tak rozwiniętej rączki jak Michał. Chłopcy stwierdzili, że gotowe prace wykorzystają jako kartki z pozdrowieniami i wyślą je z Karaibów do dziadków 🙂 Chłopakom się podobało, a Michał nawet się nie zorientował, że właśnie trwa lekcja 🙂 Podczas innej lekcji, pozostając w temacie pirackim, zrobiliśmy pacynki. Skorzystaliśmy z zestawu kreatywnego Mudpuppy. W pudełku są papierowe torebki, naklejki, arkusze filcu, ruchome oczy, piórka, kolorowe papiery, wąsy, opaski na oczy i wszystko, co piratowi do dobrego wizerunku jest potrzebne. I znowu zabawka idealnie dopasowana do Michała – miał przy tworzeniu tych pacynek prawdziwą radochę. Oczywiście dopowiedzieliśmy sobie do wszystkich tych pacynek odpowiednią, piracką historię, a gdy tata wrócił z pracy chłopaki zrobili małe przedstawienie. Marcin zdał się na własną inwencję twórczą i po prostu udekorował papierową torebkę w swoim stylu 🙂 Co kto lubi. Chcę ci pokazać jeszcze kilka fajnych i sprawdzonych zabawek, które wprawdzie zostawiliśmy w Polsce, ale zanim wyjechaliśmy zdały egzamin u moich chłopaków. Pierwsza to według mnie absolutny hit, czyli układanka magnetyczna w formie tablicy i puzzli z częściami ciała człowieka od Janod. W zestawie jest drewniany kijek, który sprawia, że dziecko może zamienić się w prawdziwego nauczyciela. Oprócz tego karty w różnych językach pokazujące jak prawidłowo ułożyć puzzle i jak nazywają się poszczególne części ciała. Solidnie wykonana zabawka, doskonałej jakości, rozwijająca wyobraźnię, idealna na prezent. Serio. Są takie zabawki, które polecać trzeba i ta układanka jest jedną z nich. Odpowiada na wiele pytań malucha dotyczących budowy ciała ludzkiego, a ten temat to aktualna fascynacja naszego dziecka. By znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania dziecka na temat ludzkiego ciała i wszelkich procesów w nim zachodzących, niezmiennie polecam ci jeszcze filmy „Było sobie życie”. Od kilkudziesięciu lat nie powstała według mnie lepsza bajka obrazująca ten temat. Nawet my, rodzice oglądamy ją z autentycznym zaciekawieniem. Mamy też w naszej biblioteczce świetną książkę, którą też sprawdziliśmy i polecamy. W pokoju nad biurkiem u Michała przykleiliśmy tablicę magnetyczną od Mudpuppy, po której można pisać kredą i przyczepiać do niej magnesy w kształcie cyferek. Michał jest wzrokowcem. Dużo łatwiej przychodzi mu rozwiązać jakieś matematyczne, trudniejsze zadanie, jeśli ma możliwość policzenia sobie równania za pomocą klocków, patyczków, muszelek czy właśnie posługując się w domu taką tablicą. Na koniec pokażę ci jeszcze jak wygląda Michał podczas standardowej lekcji w-fu. I Marcin z jednym z naszych najfajniejszych, żywych eksponatów podczas lekcji przyrody. Czy widziałaś już naszą wyprawę do dżungli? To dopiero była lekcja! Prawdziwa dżungla i wodospad Saut De La Lezarde na Gwadelupie. Edukacja domowa to przygoda, a zabawki i wszelkie pomoce to tylko dodatek. Ostatecznie i tak najważniejszy jest czas, cierpliwość i chęć pokazania dziecku świata. Mam ogromną nadzieję, że to co teraz dajemy Michałowi, będąc na Karaibach zaprocentuje i da mu bagaż cudownych doświadczeń. Będę się z tobą dzielić naszymi kolejnymi lekcjami w kolejnych postach. Na koniec podaję ci listę zabawek i pomocy, które pojawiły się w dzisiejszym poście: – Układanka magnetyczna „Ciało człowieka” od Janod – Tablica magnetyczna do nauki liczenia od Mudpuppy – Zestaw kreatywny do robienia pacynek piratów od Mudpuppy – Zestaw kreatywny do robienia mozaik od Janod – bajka „Było sobie życie” od Hippocampus – książka „Ciało bez tajemnic” – maska „Full-face” od Decathlon – iguana z plaży Caravelle